W świecie koloru, przestrzeni i światła...

Z Małgorzatą Wiech, artystą malarzem i pedagogiem z Mielca rozmawia Edward Guziakiewicz

— Byłaś uczennicą Szkoły Podstawowej nr 3 w Mielcu, zaś twoje prace trafiały na szkolne ściany...

— Oglądano je nie tylko w szkole. Warto wspomnieć, że dzięki nauczycielowi plastyki jeden z moich pasków komiksowych trafił na wystawę ogólnopolską.

— Jednak te pierwsze — dziecięce jeszcze — sukcesy nie przekonały Cię, że powinnaś pójść do liceum plastycznego.

— Miałam ochotę na tak profilowaną szkołę średnią, ale jakoś mnie do tego zniechęcono, co było oczywistym błędem mego środowiska. Miast tego trafiłam w 1989 roku — jak dzisiaj widzę, wbrew memu powołaniu — do Liceum Medycznego. Szkołę tę ukończyłam, zatem można powiedzieć, że z zawodu jestem pielęgniarką. Jednakże nie podjęłam pracy w służbie zdrowia. Postanowiłam natomiast, że wezmę wreszcie życie w własne ręce i zajęłam się poważnie rysunkiem i malarstwem. M. in. pod wpływem mojej mamy, zaczęłam brać prywatne lekcje — najpierw u pana Adama Cwanka, artysty architekta po Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, a następnie po roku u pana Antoniego Nikla, artysty malarza z Rzeszowa. Ten okres, obejmujący lata 1994 — 1996, był dla mojego rozwoju twórczego decydujący. Adam Cwanek wysyłał mnie na konsultacje i warsztaty twórcze do Krakowa, z kolei Antoni Nikiel odsłaniał przede mną horyzonty rzeszowskiego środowiska artystycznego. On poza tym sprawił, że ostatecznie uwierzyłam w siebie. I chyba też najwięcej mnie nauczył, jeśli chodzi o malarstwo.

— Potem dostałaś się na wyższą uczelnię.

— W 1996 roku rozpoczęłam studia na Wydziale Pedagogicznym WSP w Rzeszowie na kierunku: wychowanie plastyczne. Jestem obecnie na piątym roku. Jeśli chodzi o dwa pierwsze lata, dobrze wspominam zajęcia z rzeźby u pani mgr Katarzyny Cwynar oraz zajęcia z malarstwa u profesora Tadeusza Wiktora. W jego pracowni zajmował się nami również wspomniany już przeze mnie dr Antoni Nikiel. Bardzo zafascynowała mnie rzeźba, można rzec, że traktowałam ją na równi z malarstwem, jednak zrezygnowałam z rozwijania się w tym kierunku ze względu na kłopoty z dostępem do dobrze wyposażonego warsztatu. Na czwartym roku zdecydowałam się na specjalność — malarstwo i na zajęcia w pracowni pani profesor Jadwigi Szmyd-Sikory. Zajęcia u niej zakończę dyplomem. W związku z tym przygotowuję już cykl, obejmujący kilka prac w oleju. Będzie to kompozycja malarska, poświęcona przestrzeni i światłu. Pracę magisterską natomiast piszę pod okiem profesora Stanisława Białogłowicza na temat: "Linia i jej funkcja w malarstwie". Nadmienię, że moja praca licencjacka, napisana na trzecim roku, nosiła tytuł "Kolor i jego funkcja w malarstwie".

— Gdy przeszłaś na czwarty rok, zaczęłaś dzielić czas między Rzeszowem a Mielcem...

— Podjęłam bowiem pracę nauczyciela sztuki w Publicznym Gimnazjum w Tuszowie Narodowym. Cóż o niej mogę rzec? Jest to praca organiczna, niemalże od podstaw. Wiadomo, w wiejskich szkołach podstawowych trudno o kogoś, kto uczyłby w sposób w pełni profesjonalny zasad rysunku. Niemniej, jak muszę powiedzieć, dzieci, którymi się zajmuję, są bardzo zdolne i pracowite. Chętnie też angażują się w zadania, które przed nimi stawiam.

— Wystawy?

— Wiosną 1998 roku kilka moich koleżanek z drugiego roku studiów wraz ze mną wystawiało swe prace w Domu Kultury SCK w Mielcu. Sama pokazałam wtedy kilkanaście rysunków, obrazów i niewielkich rzeźb gipsowych. We wrześniu 1999 roku — ponownie w DK SCK w Mielcu — uczestniczyłam w wystawie poplenerowej "Bieszczady 99". W miesiąc później, również w tym samym miejscu, kilka moich płócien w oleju wystawiono w ramach prezentacji twórczości mieleckich pedagogów plastyki. Bardzo dobrze wspominam wystawę w Muzeum Regionalnym "Jadernówka", odbywającą się w marcu i kwietniu 2000 r. Nosiła ona tytuł "Na przełomie wieków". Ponadto w 2000 roku brałam udział w przeglądowym wernisażu, gromadzącym — w DK SCK — dzieła artystów Mielca, Tarnobrzega, Stalowej Woli i Dębicy. Wypada mi ponadto pochwalić się udziałem w wystawie we Francji. Wraz z innymi pedagogami, skupionymi w Stowarzyszeniu Twórców Kultury Plastycznej w Mielcu, w kwietniu 2000 r. prezentowałam me prace w Saint Martin des Champs, na przedmieściach Morlaix.

— Należysz do mieleckich stowarzyszeń twórczych?

— Tak, do Klubu Środowisk Twórczych TMZM oraz do wspomnianego wyżej Stowarzyszenia Twórców Kultury Plastycznej im. Jana Stanisławskiego. Uczestniczę w organizowanych przez te środowiska plenerach.

— Twoje ulubione trendy w sztuce?

— Odpowiada mi malarstwo współczesne i cenię indywidualizm twórcy. Jeśli chodzi o techniki, najbliższe jest mi malarstwo olejne. Lgnę do studium postaci, a także do martwej natury. Z ta ostatnią lubię wszakże eksperymentować, odwołując się do abstrakcjonizmu.

— Nie podpisujesz się już pod swymi dziełami nazwiskiem "Serfin".

— Kilka miesięcy temu wyszłam bowiem za mąż.

— Życzę Ci wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. I dziękuję za rozmowę!

top