Intrygował mnie surrealizm...

Z Krzysztofem Krawcem, artystą grafikiem, absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, rozmawia Edward Guziakiewicz

— Jeżeli sięga się do początków Twojej drogi twórczej, trzeba się odwołać do Twych wspomnień z najmłodszych klas szkoły podstawowej.

— Dwadzieścia siedem lat temu urodziłem się tu, w Mielcu, tu też chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 3, a plastyka była moim ulubionym przedmiotem; zbierałem piątki za moje prace. Zwróciła na mnie uwagę nauczycielka tego przedmiotu, wprowadzając mnie — bardziej niż innych uczniów — w arkana sztuki. Mówiła, że mam dobrą kreskę. Myślę, że to właśnie jej, to znaczy pani Krystynie Działo, zawdzięczam to, iż trafiłem do liceum plastycznego. Ona mnie ukierunkowała na tę szkołę...

— Tak więc kolejnym etapem Twego życia stało się Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Rzeszowie.

— Rozpocząłem tam naukę w 1988 roku, wybierając kierunek: metaloplastyka. Tam też zająłem się dość poważnie rysunkiem i malarstwem. Wraz z kolegami założyłem w szkole kółko grafiki. Wykonywaliśmy, głównie dla siebie, dla własnej satysfakcji, linoryty. Ten okres w mym życiu był nacechowany dużym zainteresowaniem historią sztuki, szczególnie XX wieku. Wiele zawdzięczam panu Jackowi Kawałkowi, który uczył nas tego przedmiotu. Intrygował mnie surrealizm. Ten nauczyciel pożyczał mi chętnie książki ze swojego księgozbioru, zwłaszcza dotyczące wspomnianego przeze mnie kierunku w sztuce. Jeżeli zaś chodzi o sprawy techniczne, manualne, warsztatowe, to z kolei wiele mnie nauczył pan Emil Polit.

— Szkoła średnia utwierdziła Cię w przeświadczeniu, iż powinieneś zostać artystą?

— Po maturze w 1993 roku zdawałem do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Może się Pan zdziwić, dlaczego właśnie był to Poznań, a nie Kraków, do którego zazwyczaj ciągną absolwenci rzeszowskiego PLSP. Wybrałem Poznań, gdyż właśnie to miasto i te szkoła wyższa są bardziej otwarte na nowe trendy w sztuce, na sztukę współczesną. Zdałem na Wydział Malarstwa, Grafiki i Rzeźby, na kierunek: grafika. Decydując się na specjalizację, trafiłem na drugim roku studiów do Pracowni Drzeworytu prof. Zbigniewa Lutomskiego. Przewinąłem się w okresie studiów również przez inne pracownie. Przez Pracownię Malarstwa prof. Jacka Waltosia, Typografii i Ilustracji prof. Grzegorza Marszałka, Rysunku prof. Jarosława Kozłowskiego. W tej ostatniej pracowni rysunek był szeroko rozumiany, co pozwoliło mi spojrzeć inaczej — w ogóle — na sztukę. Można tu było zająć się zupełnie nowymi formami — jak happening, performance, instalacje i wideo.

— W międzyczasie Twoja uczelnia uzyskała status Akademii Sztuk Pięknych!

— Owszem, tak że dyplom, który otrzymałem w 1998, był już dyplomem ASP. Nie kryję tego, że mam na nim ocenę bardzo dobrą. Stanowił on, z tą oceną, podsumowanie moich osiągnięć w Pracowni Drzeworytu i Pracowni Typografii i Ilustracji. Tematem mojej pracy dyplomowej w PTiI były Wielkie Arkana Tarota. Obok pracy dyplomowej obroniłem, napisaną na ten sam temat, pracę magisterską, której promotorem była Alicja Kępińska. Od kwietnia 1999 roku jestem członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków (oddział poznański).

— Po studiach wróciłeś do Mielca?

— Tu właśnie, w rodzinnym mieście, miałem pięć wystaw indywidualnych, pierwszą na przełomie 1998 i 1999 roku w galerii Domu Kultury SCK, drugą w Restauracji "SASS", trzecią w Restauracji "Odyseja 2000", połączoną z promocją książki Andrzeja Ciacha "Ujeżdżalnia", czwartą — w Muzeum Regionalnym "Jadernówka", połączoną z kolei z promocją mojej książki "Dwadzieścia dwa filary", będącej pokłosiem pracy dyplomowej na ASP. Piąta wystawa indywidualna miała miejsce w 2000 roku w Spółdzielczym Domu Kultury. Oprócz tego uczestniczyłem w kilku innych wystawach i konkursach na terenie kraju.

— Nie można pominąć Twego udziału w różnych wystawach zbiorowych!

— Też ich się trochę uzbierało. Wystawiałem moje prace na I i II Festiwalu Wyższych Uczelni Plastycznych, były one organizowane przez ASP w Poznaniu w latach 1997 i 1998, następnie na II i III Międzynarodowym Biennale Grafiki w Raciborzu w 1998 i 2000 roku, na Konfrontacjach '98 w Lesznie, na IX Ogólnopolskim Przeglądzie Malarstwa Młodych w Legnicy w 1999 roku. Jeśli zaś chodzi o podobne wystawy lokalne, to wspomnieć mi wypada o udziale w kolejnych dorocznych wystawach prac twórców regionu mieleckiego w Muzeum Regionalnym "Jadernówka" oraz o Wystawie Twórczości Profesjonalnej "Cztery strony światła" dla twórców Mielca, Tarnobrzega, Stalowej Woli i Dębicy.

— Twoje rysunki zamieszcza "Nowa Fantastyka"?

— Zaczęły się ukazywać od numeru majowego 1999 roku. W roku 2000 pojawiły się one w dwóch numerach tego miesięcznika. Ilustrują one drukowane w tym piśmie felietony. Liczę na to, że moja współpraca z "NF" się poszerzy i że będą się pojawiać tam — w Galerii Fantastyki — moje kolorowe prace...

— Twoje grafiki trafiły do czterech mieleckich książek, nie licząc mieleckich periodyków?!

— Są w "Jaszczurowych laurach" Włodzimierza Gąsiewskiego, we wspomnianej wyżej "Ujeżdżalni" Andrzeja Ciacha, w tej ostatniej pozycji figuruję jako współautor, w moich "Dwudziestu dwóch filarach", oraz w tomiku poezji "Bezsenność" Jana Stępnia. Jeśli chodzi zaś o periodyki, to kilkadziesiąt z nich znalazło się w kolejnych numerach "Mieleckich Zapisków" i w "Roczniku Mieleckim" z 1999 roku.

— Ciepło wspominasz pracę przy kreowaniu wnętrza "Papillon Club"!

— To, co tam robiłem, było to dla mnie ciekawym artystycznym wyzwaniem. Chodziło o wykonanie dużych malowideł ściennych o tematyce abstrakcyjnej, stwarzającej odpowiedni nastrój w klubowych wnętrzach. Oprócz tego zaprojektowałem dla tegoż interieur dziesięć witraży okiennych, przedstawiających barwne stylizowane motyle. Moim projektem jest również logo "Papillon Club"!

— Ostatnio zająłeś się projektowaniem graficznym!

— Pracuję w jednej z rzeszowskich firm na etacie tzw. designera. Zajmuję się ogólnie pojętą grafiką użytkową — od ulotek po duże plakaty reklamowe. Jest to praca przy komputerze. W konsekwencji moje najnowsze prace artystyczne mają już charakter grafik komputerowych. Chciałbym je wkrótce zaprezentować szerszej publiczności. Przy okazji wspomnę jeszcze, że w lipcu 2001 roku będę mieć wystawę w BWA w Rzeszowie. Tam jednak pokażę rysunki, wykonane przy użyciu tradycyjnych technik.

— Dziękuję za rozmowę!

top