Między kolażem a reliefem...
Z mgr Urszulą Kapuścińską, artystą malarzem i pedagogiem z Mielca, rozmawia Edward Guziakiewicz
— Twój dziadek był leśniczym i zarazem malował. Tworzył miniaturowe urokliwe akwarele.
— Z jego twórczością wiązała się aura niezwykłości i jako mała dziewczynka pozostawałam pod jej wpływem. Dziadek przeglądał moje rysunki, uczył mnie cieniowania i kompozycji. Wspomnę, że mój tato także rysował i sam chętnie pochylał się nad moimi pierwszymi pracami. Gdy byłam w siódmej klasie, zakończył się dla mnie sukcesem udział w zorganizowanym przez ZHP ogólnopolskim konkursie plastycznym. W nagrodę — wraz z trzydziestu mi podobnymi uczniami — wyjechałam na dwutygodniowy plener malarski do Gołkowic koło Krakowa. Tam odkrywałam zupełnie nowy dla mnie świat, a prowadzący zajęcia krakowscy artyści otwierali mi oczy na arkana prawdziwej sztuki.
— Do liceum plastycznego jednak się nie wybrałaś?
— Ukończyłam Liceum Ogólnokształcące im. Stanisława Konarskiego w Mielcu, zaś po maturze dostałam się do dwuletniego Studium Plastycznego w Tarnowie, działającego przy tamtejszym PLSP. Tam zetknęłam się z profesjonalnym warsztatem malarskim i rzeźbiarskim, z rysunkiem wielkoformatowym, tam też lepiej odczytałam tkwiące we mnie możliwości twórcze.
— Po ukończeniu tarnowskiego SP zapoczątkował się w Twym życiu okres egzystencjalnych poszukiwań i pytań!
— Trwał on — faktycznie — dobrych kilka lat. Nie byłam pewna tego, co powinnam dalej robić. W tym czasie — m. in. — pracowałam w szkołach podstawowych w Krzemienicy i w Młodochowie, oraz spędziłam rok w Hiszpanii, tam również rysując i malując. W 1996 roku podjęłam pracę nauczyciela plastyki w Szkole Podstawowej nr 1 w Mielcu, zaś w 1997 roku — studia zaoczne w Akademii Pedagogicznej w Krakowie na kierunku: wychowanie plastyczne. Te studia utwierdziły mnie w przekonaniu, że moim powołaniem jest zostać artystą. Dały mi one dużą pewność siebie. Wiele zawdzięczam wykładowcy historii sztuki, doktorowi Samuelowi Gumińskiemu, u którego pisałam pracę magisterską — notabene — ściśle związaną z regionem mieleckim. Nosiła ona tytuł "Treści patriotyczne w przecławskim zamku". Pracę obroniłam w lipcu 2000 r. W związku z nią trudno mi nie wrócić myślami do mojego nauczyciela z liceum, pana Mirosława Maciągi, doktora historii sztuki. Bibliografia mojej pracy magisterskiej obejmuje szereg opracowań i publikacji tego autora. Mam do niego stosunek bardzo osobisty, ponieważ dopomógł mi w okresie licealnym w ukierunkowaniu się na studia artystyczne. Ale wróćmy do krakowskiej uczelni! Wiele zawdzięczam ponadto panu Pieńkowi, adiunktowi, który zajmował się nami w pracowni malarstwa. Pod jego okiem wykonałam pracę dyplomową, zatytułowaną "Ogrody". Był to złożony z ośmiu kolaży cykl, poświęcony przyrodzie, pod której urokiem pozostaję do dzisiaj.
— Obecnie jesteś nauczycielem sztuki — plastyki w dwóch mieleckich szkołach?
— W 1999 roku bowiem podjęłam także pracę w Gimnazjum nr 2 w Mielcu.
— I tworzysz. Tu wypada zauważyć, że uwielbiasz kolaż!
— Bardzo mi odpowiada ta forma wypowiedzi plastycznej. Nakładana płasko plama barwna nie przemawia do mnie tak bardzo jak fakturalne działanie na płaszczyźnie, wręcz namacalne...
— Jednak nie chodzi Ci li tylko o malarstwo fakturalne!..
— To prawda. Sama nazywam tę technikę kolażo-reliefem. Na moich obrazach pojawiają się różne środki wyrazu — papier mâché, liście i wiele innych. Są one jednak tak wtopione w tło, że stają się prawie niezauważalne.
— Obok zainteresowań plastycznych, posiadasz silnie rozwinięte zainteresowania filozoficzne i literackie. To też ma swoje uzasadnienie rodzinne...
— Cóż, zdradza mnie moje nazwisko. Jeden ze znakomitych polskich dziennikarzy i publicystów, Ryszard Kapuściński, należy do naszej rodziny. Mówię do niego "wujku!", faktycznie jednak jest bratem stryjecznym mojego taty. Interesuję się nie tylko literaturą, lecz także polityką. Chętnie sięgam po dzieła, uznawane za trudne. Ostatnio na nowo odkryłam Waldemara Łysiaka. Jego nowe pozycje, takie jak "Cena" czy "Stulecie kłamców", są — moim zdaniem — bezkonkurencyjne i wszystkim je polecam.
— Twoje związki z mieleckim środowiskiem twórczym?
— W latach dziewięćdziesiątych przychodziłam na spotkania koła plastyków przy ZNP w Mielcu. W 1997 roku uczestniczyłam z działającymi w nim artystami pedagogami w plenerze w Puławach i Kazimierzu, a następnie w odbywającej się potem wystawie poplenerowej. Od 1999 roku należę do Stowarzyszenia Twórców Kultury Plastycznej im. Jana Stanisławskiego i jestem jego wiceprezesem. W październiku 1999 roku moje prace były wystawiane w DK SCK w ramach prezentacji twórczości mieleckich pedagogów plastyki.
— Jakie kierunki w sztuce są Ci najbliższe?
— Impresjonizm, postimpresjonizm, ekspresjonizm. Lubię ponadto inspirować się ornamentyką, charakterystyczną dla secesji.
— Plany na przyszłość?
— Teraz, kiedy ukończyłam już studia, mogę całą energię skierować na działalność twórczą i pedagogiczną. Marzą mi się plenery i wystawy. Chodzą mi po głowie różne tematy malarskie. Przygotowuję się obecnie do zaplanowanej w DK SCK na początek grudnia wystawy STKP. Pokażę wtedy - m. in. - moją pracę dyplomową. Jeśli chodzi o działalność pedagogiczną, wspomnę, że w obu szkołach prowadzę zajęcia pozalekcyjne z uczniami o szczególnych zainteresowaniach artystycznych. Dają mi one dużo satysfakcji. Planuję w przyszłym roku w DK SCK wystawę prac moich wychowanków.
— Dziękuję za rozmowę!
• top •
Menu
» Strona główna» Informacje
» Tom I
» Tom II
» Do autora
» Jan Brożyna
» Jan Cichoń
» K. Gargas-Gąsiewska
» Urszula Kapuścińska
» Wojciech Kaszub
» Alicja Korzeniewska
» Maria Kozak-Ciemięga
» Krzysztof Krawiec
» Rafał Krużel
» Anna Kuźniar
» Maciej Mazur
» Stanisław Mityk
» Ryszard Mleczko
» Witold Oczoś
» Józef Piecuch
» Piotr Pszeniczny
» Lech B. Szczurka
» Adolf Talarek
» Małgorzata Wiech
» Maria Zapolska
